Dzieci czasu - Adrian Tchaikovsky

Przyznać się, kto czytał książkę o pająkach? I nie chodzi mi o podręcznik do biologii. Osobiście byłam pełna obaw, gdy sięgałam po Dzieci Czasu, bo jakoś nie mogłam sobie wyobrazić powieści science-fiction o pajęczakach. A Adrian Tchaikovsky zrobił to wyśmienicie, tworząc historię przedstawiającą rozwój cywilizacyjny dwóch odrębnych gatunków, od początku do upadku.

Dzieci czasu - Adrian Tchaikovsky

Gdzie dawniej śpiewał ptak - Kate Wilhelm

Ludzi od zawsze ciekawiło to, co nieznane, co miała dopiero przynieść przyszłość. I od niepamiętnych czasów zastanawiali się, jak rozwinie się ich przyszłość. Nic dziwnego więc, że literatura science-fiction usiłowała odpowiedzieć przynajmniej na część tych pytań i dać jakiekolwiek wyobrażenie tego, co przed nami. Taką też próbę podjęła Kate Wilhelm w swojej wielokrotnie nagradzanej powieści Gdzie dawniej śpiewał ptak (tytuł został uhonorowany Nagrodą Hugo za najlepszą powieść, Nagrodą Jupitera oraz Nagrodą Locusa).

Gdzie dawniej śpiewał ptak - Kate Wilhelm

Różaniec - Rafał Kosik

Bardzo lubię book toury organizowane na blogach czy też na Instagramie. A to z jednego, prostego powodu – dzięki nim sięgam po książki, których sama pewnie bym nie zdecydowała się w ogóle przeczytać bądź też ich lekturę odkładałabym w nieskończoność. Dlatego tak chętnie zgłosiłam się do book touru organizowanego przez Anię z profilu pani_jezi0ra, w którym to czytaliśmy Różaniec Rafała Kosika. I absolutnie tego nie żałuję!

Recenzja dystopijnej powieści science-fiction "Różaniec" Rafała Kosika, wyd. Powergraph

Paradoks – Artur Urbanowicz

Lubię czytać polskich autorów – nie raz i nie dwa dzięki temu natknęłam się na bardzo dobre książki, które potrafiły mnie wciągnąć, a ich twórcy stawali się moimi ulubionymi. Czasem jednak zdarza się, że książka przyciąga mnie swoim opisem, ma polskiego autora, a i tak mi nie podchodzi... No cóż, taką skomplikowaną relacją mam z dziełami Artura Urbanowicza – Paradoks jest moim drugim spotkaniem z tym pisarzem (pierwszym było Gałęziste) i dalej nie jestem w stu procentach przekonana co do jego książek.

Recenzja thrillera psychologicznego połączonego z science-fiction "Paradoks" Artura Urbanowicza, wyd. Vesper.

O mrówkach i dinozaurach – Cixin Liu

Cixin Liu wdarł się na europejski rynek wydawniczy przebojem ze swoją trylogią Wspomnienie o Przeszłości Ziemi i od razu zdobył serca czytelników science-fiction. Przyznaję szczerze, że sama jeszcze nie sięgnęłam po tę serię, chociaż czeka na półce. Jednak na początek zdecydowałam się zabrać za lekturę czegoś lżejszego, zarówno tematycznie, jak i objętościowo od tego autora.

Recenzja książki science-fiction Cixina Liu "O mrówkach i dinozaurach", wyd. Dom Wydawniczy Rebis.

Druciarz Galaktyki – Philip K. Dick

Z niektórymi twórcami jest tak, że nieważne, jak bardzo byśmy danej gałęzi popkultury nie lubili, ich nazwiska, a w dużej mierze i tytuły ich dzieł, i tak kojarzymy. Kiedy słyszymy Gladiator – od razu mamy w głowie Ridleya Scotta. Gdy padnie hasło Star Wars – wiadomo, George Lucas. I tak też jest z Philipem K. Dickiem. Niemal każdy, kto kiedykolwiek choćby odrobinę zainteresował się science-fiction, musi kojarzyć tytuł Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? (o którym pisałam tutaj). Tym razem postanowiłam skusić się na lekturę nieco mniej znanego tytułu spod pióra tego autora, czyli Druciarza Galaktyki.

Philip K. Dick "Druciarz Galaktyki", Dom Wydawniczy Rebis

Drzwi do lata – Robert A. Heinlein

Koty to bodajże jedne z wdzięczniejszych postaci w utworach literackich. Nic więc dziwnego, że często są bohaterami powieści i mają istotny wpływ na wydarzenia w fabule. Nawet w życiu codziennym posiadacze kotów odnoszą wrażenie, że to oni mieszkają u swojego pupila, nie on u nich. Nie dziwi zatem fakt, że Robert A. Heinlein, obserwując swojego ciepłolubnego, futrzastego towarzysza wpadł na pomysł napisania Drzwi do lata.

Recenzja powieści science-fiction Roberta A. Heinleina Drzwi do lata.ac

Diuna – Frank Herbert

Na świecie są takie książki, które zapadają nam na długi czas w pamięć. Takie, które zostają z nami niemal na zawsze i po które chętnie byśmy sięgnęli po raz kolejny, chociaż ledwo skończyliśmy je czytać. Właśnie tak czułam się, gdy czytałam Diunę Franka Herberta, powieść, która porusza mnóstwo tematów i nic a nic się nie zestarzała od czasu, gdy została napisana w 1965 roku.

Recenzja pierwszego tomu Kronik Diuny pod tytułem Diuna Franka Herberta.

"Hyperion" – Dan Simmons

Na świecie są książki, które powinno się przeczytać przynajmniej raz w życiu. Książki, które zostawiają po sobie niezatarte i nie do zapomnienia wrażenie, które na zawsze zapadają w pamięć i sprawiają, że nawet po odłożeniu ich na półkę, czytelnik ciągle wraca do nich myślą. I właśnie taką książką stał się dla mnie Hyperion Dana Simmonsa.

W kosmosie też da się wybudować sobie nowy dom! - recenzja "Pierścienia" Larry'ego Nivena


Na fali mojej fascynacji gatunkiem science-fiction i próbą oswojenia się z nim, coraz częściej i chętniej sięgam po książki z tego nurtu. Na razie są to spotkania o różnym stopniu zafascynowania, raczej podchodzę do kolejnych tytułów sceptycznie. Póki co jednak nie zraziłam się po raz kolejny do science-fiction, a to chyba dobry sygnał, prawda? Dlatego też zachęcona pozytywnymi opiniami, zdecydowałam się na lekturę pierwszego tomu cyklu Pierścień o tym samym tytule od Larry'ego Nivena.

Chcąc cofnąć czas, licz się z konsekwencjami – recenzja "Rekursji" Blake'a Croucha


Ponieważ postawiłam sobie za cel oswojenie science-fiction, to coraz częściej i chętniej sięgam po książki z tego gatunku. Nie każda przypada mi idealnie do gustu, ale znajduję wśród nich sporo ciekawych i wartościowych lektur, a z całą pewnością większość porusza istotne tematy dla naszej przyszłości. Dlatego też sięgnęłam ze sporą dozą ciekawości po Rekursję Blake'a Croucha, a efekt tego spotkania zaraz Wam przedstawię.

W poszukiwaniu człowieczeństwa – recenzja "Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" Philipa K. Dicka


Jeśli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu, to dobrze wiecie, że z science-fiction mi wybitnie nie po drodze. Dlatego też sporo samozaparcia kosztowało mnie sięgnięcie po książkę jednego z czołowych pisarzy tego nurtu – Philipa K. Dicka. Tym bardziej było to dla mnie trudne, bo wiedziałam, że w moje ręce nie trafi lektura lekka i przyjemna, a wręcz odwrotnie – skłaniająca do przemyśleń i będąca wyzwaniem. Ku mojej uldze nie było jednak tak źle, jak się spodziewałam.

Altruizm ponad wszystko! - recenzja "Ognistego pyłu" Adrianny Biełowiec


Z science-fiction nie żyję za dobrze, ale chyba powoli zaczynamy się jakoś dogadywać. Szczególnie z tym podgatunkiem fantastyki naukowej, jaką jest space opera. Na korzyść opery kosmicznej przemawia to, że nie ma tam dużo technicznego słownictwa i skomplikowanych wynurzeń naukowych, za to sporo się dzieje i nie można się nudzić. I właśnie dlatego skusiłam się po raz kolejny na lekturę powieści od Adrianny Biełowiec, tym razem pod tytułem Ognisty pył.

Tym razem aż tak nie bolało – recenzja "S.N.U.F.F." Wiktora Pielewina


Drugie spotkanie z rosyjskim, współczesnym pisarzem wypadło nieco lepiej niż pierwsze. Jeśli zaglądacie do mnie od czasu do czasu, to wiecie, że jego Miłość do trzech Zuckerbrinów kompletnie nie przypadła mi do gustu (więcej szczegółów tutaj). Stwierdziłam, że co mi szkodzi, spróbować jeszcze jednej książki Pielewina, jeśli i tym razem się nie dogadamy, to odpuszczę... No i jak było? A to przeczytacie już dalej.

Przekleństwo błogosławieństwem - recenzja "Wilczej księżniczki" Adrianny Biełowiec

Jak to mawiają – do trzech razy sztuka. Po ostatniej lekturze książki Adrianny Biełowiec byłam nieco zawiedziona, bo książka w ogóle mi nie odpowiadała, a nawet trochę znudziła. Postanowiłam jednak, że dam autorce kolejną szansę, bo a nuż mnie zaskoczy i książka jednak przypadnie mi do gustu. Dlatego, mając w sumie niewysokie oczekiwania, sięgnęłam po lekturę Wilczej księżniczki, tym bardziej że opis z okładki całkiem przypadł mi do gustu.

Co zrobisz, gdy Los da Ci kolejną szansę? - recenzja "Czwartej szansy" Adrianny Biełowiec


Po całkiem miłej przygodzie z Death Bringerem stwierdziłam, że warto zaryzykować i sięgnąć po kolejną książkę Adrianny Biełowiec. Oczywiście, znowu jest to science-fiction, ale jest to też taka wersja tego gatunku, że nie mam z nią większego problemu i czyta mi się to naprawdę dobrze. A poruszana w tej książce tematyka akurat całkiem przypadła mi do gustu, co też Wam zaraz przybliżę.

Podróżując w przyszłość i poznając Wszechświat – recenzja "Death Bringera" Adrianny Biełowiec

Na początek muszę Wam się do czegoś przyznać. Nie znoszę science-fiction i unikam go jak diabeł wody święconej. Po tym, jak przeczytałam Opowieści o pilocie Pirxie Stanisława Lema, zraziłam się nader skutecznie do tego gatunku. Tym bardziej że jestem osobą kompletnie nietechniczną i mam problem z oswojeniem tego całego żargonu z powieści sci-fi i mnie on przeraża. Stwierdziłam jednak, że czas najwyższy oswoić demony i wyjść ze swojej strefy komfortu, co skończyło się tym, że zgłosiłam się do recenzji książki Death Bringer Adrianny Biełowiec, gdy sama autorka szukała chętnych. Jeśli więc jesteście ciekawi, czy udało mi się obłaskawić chociaż trochę tego demona, to zapraszam do recenzji!

"Widzę galaktykę, ale jej nie dostrzegam..." - recenzja "Spętanych przeznaczeniem" Veronici Roth

Ostatnio opisywałam Was moje wrażenia po lekturze pierwszego tomu dylogii Carve the Marks Veronic Roth i jak wiecie, bardzo się tą częścią zachwycałam. Dlatego nic dziwnego, że jak najszybciej mogłam, usiadłam od razu do lektury drugiej części historii Cyry i Akosa oraz ich rodzin. Po prostu nie potrafiłam inaczej, chyba bym nie wytrzymała, zresztą – nie lubię robić długich przerw między kolejnymi częściami serii, bo często zapominam wydarzenia z poprzednich tomów i jest klops. Ciekawi, czy zakończenie historii Cyry i Akosa przypadło mi do gustu? To zapraszam do lektury.

Czy można oszukać przeznaczenie? - recenzja "Naznaczonych śmiercią" Veronici Roth

Nie mam przekonania do czytania książek z gatunku Young Adult. Chyba wynika to z tego, że jestem już na to za stara – prawie trzydziestka na karku powoduje, że raczej wkurzają mnie nastoletnie, nie wiedzące czego chcą bohaterki, które w dodatku ciągle robią maślane oczy do swoich wybranków. Dlatego raczej unikam tego typu powieści, ale czasami postanawiam zrobić wyjątek. Skuszona przede wszystkim urodą okładki, która już wieki temu wpadła mi w oko, zdecydowałam się sięgnąć po Naznaczonych śmiercią Veronici Roth, nawet nie czytając opisu na okładce. Wiedziałam tylko tyle, że jest to kolejna po serii Niezgodna książka autorki – spodziewałam się raczej mdłej i schematycznej młodzieżówki, a zamiast tego... No cóż, zostałam mile zaskoczona.