Przyznaję się, że gdy brałam do ręki pierwszy tom dylogii Pieśni Ostatniego Królestwa, byłam nastawiona dość sceptycznie. Fantastyki naczytałam się już dużo, wiekowo też nie bardzo pasuję do literatury Young Adult, więc rzadko która książka tego typu robi na mnie jakiekolwiek wrażenie. A tutaj, cholera, zakochałam się, a przy drugim tomie to uczucie się jeszcze pogłębiło.
Nie wiem, czy na mapie Polski istnieje równie piękny i fascynujący region jak Karkonosze. Krążące tam legendy, głównie o Duchu Gór, Karkonoszu, tworzą tajemniczą atmosferę i dodają uroku i tak już magicznym górom. Dlatego wcale mnie nie dziwi, że Aleksandra Seliga postanowiła osadzić w tym regionie fabułę swojej nowej książki, Klątwy siódmej córki.
Odnoszę wrażenie, że ostatnie lata to wielki triumf azjatyckiej fantastyki na naszym rynku. Wystarczy wspomnieć tytuły wydawane przez wydawnictwo Vesper, jak Miecz Kaigenu W. L. Wang, czy te od Fabryki Słów (chociażby Ta, która stała się słońcem autorstwa Shelley Parker Chan). Zatem nic dziwnego, że i Dom Wydawniczy Rebis postanowił dołączyć do tego grona i po wydaniu trylogii Dziedzictwo Krwi Amélie Wen Zhao, zdecydował się wypuścić na nasz rynek dylogię Pieśń Ostatniego Królestwa.