"Hyperion" – Dan Simmons

Na świecie są książki, które powinno się przeczytać przynajmniej raz w życiu. Książki, które zostawiają po sobie niezatarte i nie do zapomnienia wrażenie, które na zawsze zapadają w pamięć i sprawiają, że nawet po odłożeniu ich na półkę, czytelnik ciągle wraca do nich myślą. I właśnie taką książką stał się dla mnie Hyperion Dana Simmonsa.

Ludzie opanowali inne planety i bez problemów mogą podróżować w kosmosie. Mimo tego całemu kosmosowi grozi wielka, międzygalaktyczna wojna. By uniknąć tego zagrożenia, na planetę Hyperion wyrusza siedmioro Pielgrzymów, mających za zadanie odnaleźć mityczne, okryte tajemnicą grobowce, a w nich spotkać się z Dzierzbą, istotą, która nawet w najodważniejszych wojownikach budzi grozę i strach. Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul – każdy z nich był już na Hyperionie i spotkał się z Dzierzbą, z którym ma rachunki do wyrównania. Czasu jest mało, a wojna już majaczy na horyzoncie – czy uda im się zażegnać ten konflikt, zanim pochłonie miliony istnień?

Na początku było Słowo. Potem pojawił się pieprzony edytor tekstu. Potem proces myślowy. A potem nastąpił koniec literatury.

Hyperion to pierwszy tom tetralogii pod tym samym tytułem. Jest to część, w której trakcie czytania od razu widać, że to dopiero wstęp do dalszej części opowieści. Autor posłużył się konstrukcją powieści szkatułkowej, by przedstawić nam historię każdego bohatera: w trakcie podróży do grobowców, każdy z Pielgrzymów opowiada swoje życie i to jak splotło się ono z Dzierzbą i Hyperionem. Nie zawsze to ich historia zmusiła ich do tej pielgrzymki: przykładowo to córka Uczonego miała wcześniej styczność z Dzierzbą i teraz on musi udać się na tę dziwną planetę, by uratować ukochane dziecko. Jednak każda z tych opowieści doprowadza jej bohatera do tego, że musi zmierzyć się ze swoją przeszłością i stawić czoła potworowi z Grobowców Czasu, nie wiedząc, jaki będzie efekt tego starcia.

[...] każda koncepcja boskości, która wyżej stawia stawia posłuszeństwo niż konieczność przyzwoitego traktowania każdej niewinnej istoty, musi być z gruntu zła.

Siedmioro głównych bohaterów gwarantuje, że przez całe ponad pięćset stron nie będzie się nudził. Każde z nich to silna osobowość, charakter, którego nie da się łatwo pokonać. Każde z nich niesie w sobie swoją przeszłość i ładunek emocjonalny z nią związany, i każde ma wobec siebie i swojego życia mnóstwo żalu. Są nieufni, ostrożni, często spierają się między sobą i nie potrafią zgrać, ale strach przed Dzierzbą zwycięża i sprawia, że jednoczą siły, by dotrzeć do Grobowców. Z pozoru niemożliwe staje się możliwe, a tych siedmioro zaczyna łączyć cienka nić porozumienia i sympatii. Bohaterowie, połączeni smutkiem i żalem do losu, sprawiają, że w każdym z nich widzimy jakieś odbite swoje cechy, dzięki czemu łatwiej nam jest się z nimi zżyć i zrozumieć ich motywy działania, poczuć emocje, które nimi targają cały czas.

Czasem jedynie bardzo trudno dostrzegalna granica oddziela fanatyzm od herezji.

Powieść Simmonsa to wielowątkowa, wielopoziomowa i symboliczna historia, którą każdy czytelnik, w zależności od swojego poziomu emocjonalnego i bagażu doświadczeń, odczyta po swojemu. Nie ma tutaj jednej, uniwersalnej interpretacji, którą można by zastosować przy każdym, kto weźmie w swoje ręce tę powieść. Dzięki temu Hyperion staje się historią dobrą dla każdego, chociaż niełatwą w odbiorze. Jego wielopoziomowość sprawia, że nie można się przy nim nudzić, a historie bohaterów porywają.

Przepisy - jak to przepisy - mają ten brzydki zwyczaj, że dają się ignorować lub uchylać, gdy ideały społeczne zderzają się z totalitarnymi realiami.

Cała powieść przesiąknięta jest duchem poematu Johna Keatsa pod tym samym tytułem. Pojawiają się w niej raz po raz nawiązania do tego utworu: począwszy od nazwy samej planety, po nazwy miast, które na niej wybudowano. Mnie, jako wielkiej fanki tego typu nawiązań intertekstualnych, takie coś niezwykle uradowało i sprawiło ogromną satysfakcję.

Nurzałem się w religijności i alkoholu, żeby ostatecznie stwierdzić, że w tym drugim znacznie łatwiej znajduję pocieszenie.

Jeśli mam być szczera, to Hyperion jest dla mnie dziełem kompletnym. Wielowątkowość, symbolizm, wielopoziomowa narracja, wartka akcja, rozbudowany świat przedstawiony i wielu charakternych bohaterów tworzą mieszankę idealną. Bałam się tej lektury, bo miałam wobec niej naprawdę wysokie oczekiwania i nadzieje, rozbudzone wszystkimi pozytywnymi recenzjami, jakie przeczytałam o tej książce i teraz, po jej przeczytaniu, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że im sprostała, a nawet je przerosła. Polecam każdemu, nawet jeśli nie lubi gatunku science-fiction!


Tytuł: Hyperion

Tytuł oryginału: Hyperion

Autor: Dan Simmons

Tłumaczenie: Wojciech Szypuła

Cykl: Hyperion, tom I; Artefakty

Wydawnictwo: MAG

Liczba stron: 624

Rok wydania: 2015

Komentarze

  1. Hyperion to książka, która czeka na mojej półce już bardzo długo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie czeka cała tetralogia, na razie udało się przeczytać tylko ten tom, ale już zacieram ręce na drugi. :)

      Usuń
  2. Czytałam jakieś dwa lata temu i nie zachwycił mnie tak bardzo. To dobra książka, cenię nawiązania (choć pewnie bardziej bym ceniła lepiej znając poezję anglosaską), ale nie było w niej czegoś, co jakoś mocno by mnie zachwyciło czy chociaż bardziej zaciekawiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to może być kwestia tego, że po "Hyperionie" widać jak na dłoni, że to pierwszy tom i że dopiero dalej będzie działo się coś więcej. Dlatego jestem bardzo ciekawa "Upadku Hyperiona" i tego, co tam będzie się działo.

      Usuń
  3. Cieszę się, że znalazłaś się w gronie zachwyconych tą powieścią. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachwycona to mało powiedziane, jestem zakochana po uszy w tym tomie. :D

      Usuń
  4. Nie czytałam nic od lat, nigdy jakoś nie miałam do tego zapału.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, dawno nie czytałam czegoś takiego. Czuję się zainteresowana tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza