Włóczęga - Bernard Cornwell

Święty Graal od dawna rozpala wyobraźnię nie tylko katolików, ale też badaczy historii. Jeśli kielich kiedykolwiek istniał, to przepadł w odmętach historii. Co nie zmienia jednak faktu, że świat literacki nadal lubi często sięgać do tego motywu i wykorzystywać go, a początki tego można liczyć już od czasów opowieści o królu Arturze. Zatem nic dziwnego, że i Bernard Cornwell czerpał pełnymi garściami z historii o kielichu Chrystusa, czyniąc z niej motyw przewodni także drugiego tomu serii o Thomasie z Hookton, jakim jest Włóczęga.

Włóczęga - Bernard Cornwell

Rycerz – Bernard Cornwell

Twórczość Bernarda Cornwella poznałam, gdy czytałam jego Wojny Wikingów i przepadłam w nich całkowicie. Mocne powieści historyczne spod znaku obyczajowo-militarnego, tak bym je w skrócie nazwała. W momencie, gdy w moje ręce trafił Rycerz, pierwszy tom Serii o Świętym Graalu, aż mnie ciekawość zżerała, by sprawdzić, jak autor poradził sobie tym razem z historią konfliktu Anglii i Francji z XIV wieku.

Rycerz - Bernard Cornwell

Pan wojny wraca na ojcowiznę – recenzja "Strażnika ognia" Bernarda Cornwella


I tak oto (przynajmniej chwilowo) przygoda z Uhtredem dobiegła końca. Dziesiąty tom Wojen Wikingów to, na szczęście, jeszcze nie finisz historii naszego bohatera. Wydawnictwo Otwarte nie zawiodło jednak fanów i już wydało kolejne dwa tomy tej serii, które wcześniej były dostępne tylko na rynku zachodnim. Zatem pozostaje się cieszyć i zacierać ręce na kontynuację tej niesamowitej wręcz opowieści.

Wojna trwa tak długo, jak żyje Twój przeciwnik – recenzja "Wojowników burzy" Bernarda Cornwella


Cornwell w swojej najlepszej formie! Inaczej nie mogę zacząć tej recenzji, bo jestem w szoku, jak bardzo wysoki poziom prezentuje sobą dziewiąty już tom sagi o Wojnach Wikingów. Wydawać by się mogło, że na przestrzeni tylu tomów autor powinien wreszcie wpaść w jakiś dołek, a Cornwell uparcie daje odpór tej tezie. A dowody na to możecie przeczytać poniżej.

Długi pokój zawsze jest zwodniczy – recenzja "Pustego tronu" Bernarda Cornwella


Czytanie ósmego tomu Wojen Wikingów było jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem. Aż się sama gęba śmieje, że po raz kolejny przeczyta się o przygodach Uhtreda z Bebbanburga i o tym, co działo się w Anglii z X wieku. Dlatego już teraz czuję gdzieś tam w sercu smutek, że pozostały tylko dwa tomy do końca tej genialnej historii, a jednocześnie modlę się i mam cichutką nadzieję, że wydawnictwo Otwarte zaskoczy nas wiadomością o wykupieniu praw do kolejnych dwóch tomów...

Gdy nie masz już nic do stracenia, co zrobisz ze swoim życiem? - recenzja "Pogańskiego pana" Bernarda Cornwella


Aż się chce powiedzieć: Co ten Cornwell wyprawia?! Siódmy tom Wojen Wikingów w niczym nie ustępuje wszystkim poprzednim sześciu, a wręcz mam wrażenie, że autor sam sobie coraz bardziej dokręca śrubę i wiesza wyżej poprzeczkę. Strach się bać, co to będzie przy dziesiątym tomie!

Nie żyje król, niech żyje król! - recenzja "Śmierci królów" Bernarda Cornwella


Kolejny tom i kolejne prawie pięćset stron zapierającej dech przygody i historii powstawania Anglii w kształcie, w jakim ją znamy obecnie. Bernard Cornwell po raz szósty zabiera nas w genialną podróż w czasie i poprzez ognie wojny wraz z lordem Uhtredem. A ja już po raz kolejny dochodzę do wniosku, że chyba zakochałam się po uszy w tej serii. Uprzedzam, że nie uniknęłam spojlerów w tej recenzji.

Niekończąca się wojna dalej trwa – recenzja "Płonących ziem" Bernarda Cornwella


To już idealnie połowa serii Wojen Wikingów. Poprzednie cztery tomy zostawiały mnie nieodwracalna z kacem książkowym i zachwytem w sercu. Każda część trzymała poziom poprzednich, było wręcz nie do pomyślenia, że któryś może okazać się gorszy. Czy piąty tom był równie dobry jak poprzednie? No cóż, o tym przekonacie się, czytając dalej.

Nie podnoście ręki na majestat królewskiej córki! - recenzja "Pieśni miecza" Bernarda Cornwella


Ależ ten czas pędzi! Niedawno zasiadałam do czytania pierwszego tomu Wojen Wikingów, dopiero poznawałam dzielnego Uhtreda z Bebbanburga, a tu proszę – już jestem po lekturze tomu czwartego. Piąty tom zaś już czeka na półce na przeczytania. To już połowa serii, a ja mam wrażenie, że mogłaby ona trwać jeszcze i przez dwadzieścia kolejnych tomów, a i tak by mi się nie znudziła...

Na Północ prowadzi droga przeznaczenia – recenzja "Panów Północy" Bernarda Cornwella

Wydawnictwo Otwarte nie zwalnia tempa i zgodnie z obietnicą publikuje już trzeci tom serii o wojnach wikingów Bernarda Cornwella. I to samo można powiedzieć o tej serii i akcji, która się w niej toczy. Z tomu na tom dzieje się coraz więcej i coraz ciekawiej, a co tym razem spotka Uhtreda... Tylko Norny wiedzą.

Ratując kraj, ile poświęcisz? – recenzja "Zwiastuna burzy" Bernarda Cornwella


Niemal zawsze, czytając serie, trochę boję się sięgnąć po kolejny tom, jeśli pierwszy bardzo mi się spodobał. Wynika to z tego, że niemal zawsze któraś kolejna część obniża loty, a w dodatku w sieci pokutuje twierdzenie o tzw. klątwie drugiego tomu, czyli przeświadczenie, że drugi tom zawsze będzie gorszy od tego pierwszego. Tym razem jednak sięgałam po drugą część Wojen Wikingów z dziwnym przekonaniem, że nie zawiodę się i, no cóż, miałam rację.

"Przeznaczenie jest wszystkim" – recenzja "Ostatniego królestwa" Bernarda Cornwella

Wikingowie, Duńczycy, poganie, najeźdźcy z Północy – tyle określeń dla jednego narodu, który potrafił zawojować Anglię, Ruś i dotrzeć nawet pod mury Paryża płynąc Sekwaną na swoich łodziach ze smoczymi łbami. Ta fascynacja wojownikami ze Skandynawii i Danii zaowocowała nakręceniem serialu Upadek królestwa, opartego na dziesięciotomowej sadze Bernarda Cornwella. Epickie dzieło angielskiego pisarza to, bazująca na faktach, historia, od której ciężko się oderwać i która fascynuje swoim rozmachem.

Jak uciec spod stryczka - recenzja "Złodzieja z szafotu" Bernarda Cornwella

Wreszcie się udało. Będę szczera - bloga założyłam już ponad kilka miesięcy temu, ale cały czas coś było przeciwko temu, żebym napisała pierwszą notkę - a to praca, a to jakiś wyjazd, brak zdjęć, etc. I stąd wydłużenie czasu oczekiwania na oficjalne otwarcie tej mojej małej przystani.
Na początek, zanim przejdę do recenzji pierwszej książki, jaka ma tu zaszczyt trafić, chciałam podziękować dwóm osobom - Marcie, której to zasługą jest moje logo i nagłówek, za cierpliwość i wyrozumiałość, oraz za chęć pomocy i stworzenie przeuroczej wiewiórki. Oraz mojej najlepszej przyjaciółce, Pannie Kajce, która to wytrzymuje ze mną na co dzień oraz która namówiła mnie do założenia bloga, abym wreszcie oderwała się od szarości i przyziemności dnia codziennego. I to również ona pomaga mi tutaj przy zdjęciach. Także, moje drogie Panie, wielkie chapeau bas dla was!
Po tym wyjątkowo przydługim wstępie, zapraszam na pierwszą recenzję...