Pan z Wami! I ogród jego! - recenzja "Pana Lodowego Ogrodu" Jarosława Grżedowicza

Pan z Wami! I ogród jego! - recenzja "Pana Lodowego Ogrodu" Jarosława Grżedowicza

Każdy fan polskiej fantastyki musi kojarzyć nazwisko Jarosława Grzędowicza. Wielokrotnie nagradzany, między innymi Śląkfą i Zajdlem, stał się już klasykiem na polskim rynku wydawniczym. Sama miałam przyjemność spotkać się z nim na Pyrkonie kilka lat temu, gdzie byłam na spotkaniu autorskim i zdobyłam autograf w moim egzemplarzu najbardziej znanej serii Grzędowicza - „Panu Lodowego Ogrodu”. Tom pierwszy tej tetralogii był moim pierwszym spotkaniem z autorem i już teraz powiem Wam, że się zakochałam na amen. Seria wciągnęła mnie na długie godziny lektury i nie mogłam się od niej oderwać, tak byłam zafascynowana przedstawionym w niej światem i bohaterami. Od chwili, gdy przeczytałam całość, „Pan Lodowego Ogrodu” stał się, obok „Wiedźmina”, moją ulubioną serią w polskiej fantastyce. A dlaczego? Odpowiedź znajdziecie poniżej...
Mój pierwszy Liebster Blog Award!

Mój pierwszy Liebster Blog Award!

Na początek bardzo chciałam podziękować Isleen z Dzieła wyszperane, która nominowała mnie do tej zabawy. To mój pierwszy LBA i bardzo się cieszę, że mogłam wziąć w nim udział, naprawdę. Chociaż muszę przyznać, że odpowiedzi na pytania wcale nie były takie proste i dlatego też tyle czasu zajęło mi przygotowanie tego posta. Ale w końcu się udało, więc zapraszam do lektury! :)


Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach? - recenzja "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" Stiega Larssona

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach? - recenzja "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" Stiega Larssona

Ta książka zrobiła furorę wśród czytelników zarówno polskich, jak i zagranicznych. Szwedzki kryminał, nie taki oczywisty jak to skandynawskie kryminały mają w zwyczaju, który funduje nam istną huśtawkę emocjonalną. Trylogia „Millennium” to fenomen na skalę światową, niestety, jej autor nie dożył tego sukcesu – pierwszy tom wydano w Szwecji w roku 2005, a Stieg Larsson zmarł niespodziewanie na atak serca rok wcześniej. Bardzo dużo czasu zajęło mi zabranie się za lekturę tej książki – nie przerażała mnie jej objętość, ale mimo tego, że tyle się o niej mówiło, nie miałam właściwie zielonego pojęcia, o czym jest jej fabuła. Szczerze mówiąc, do chwili, gdy zaczęłam ją czytać, nawet nie sprawdziłam, o co w niej tak naprawdę chodzi. Dlatego też, pomimo faktu, że słyszałam o ekranizacji z Craigiem i Rooney Marą, i o tym, jaką popularną serią jest trylogia „Millennium”, to nie stawiałam jej żadnych wymagań i nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań. Zatem jeśli jesteście ciekawi, jak skończyło się moje pierwsze spotkanie z Mikaelem Blomkvistem i Lisbeth Salander, to zapraszam do dalszej lektury.
Nie było źle, ale dobrze też nie – recenzja „Zabójczyni. Opowieści” Sarah J. Maas

Nie było źle, ale dobrze też nie – recenzja „Zabójczyni. Opowieści” Sarah J. Maas

Chyba niemal każdy z książkoholików zna tę serię. Zna i kocha albo zna i nienawidzi. Sarah J. Maas zdobyła szturmem półki księgarń i serca czytelników. Cykle jej autorstwa: „Szklany Tron” i tzw. Dwory są rozchwytywane, a wierni fani czekają, tupiąc nogami, na kolejne historie osadzone w tym uniwersum. No dobrze, nie jest to fenomen na miarę Harry'ego Pottera, ale faktycznie są to serie, które podbiły miliony. Dlatego ja również postanowiłam zapoznać się z którąś z tych serii i mój wybór padł na Szklany Tron. Zbierałam się przez bardzo długi czas do lektury tego cyklu, ale w końcu przysiadłam i mam to już za sobą. Nie miałam zbyt dużych oczekiwań, bo naczytałam się mnóstwo opinii od jednej, jak i od drugiej strony, więc w sumie nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Jednakże doszłam do wniosku, że powinnam zacząć lekturę tej serii jak Bóg i partia przykazali – od samego początku. Dlatego moje pierwsze spotkanie z twórczością Maas zaczęłam od książki „Zabójczyni. Opowieści” - zbioru pięciu nowel, wydawanych pierwotnie jako pojedyncze książki, a przy okazji wydania opowiadania „Zabójczyni i uzdrowicielka” zebranych w jeden tom. Jeśli jesteście ciekawi, jak przebiegło to spotkanie, to zapraszam do dalszej lektury.
Kończ, waść, wstydu oszczędź! - recenzja "W ręku Boga" Andrzeja Stojowskiego

Kończ, waść, wstydu oszczędź! - recenzja "W ręku Boga" Andrzeja Stojowskiego

Nigdy nie kryłam się z tym, że uwielbiam prozę Sienkiewicza. Całą Trylogię przeczytałam od deski do deski pięć razy, a pierwszy raz był w czwartej klasie szkoły podstawowej. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że została przez kogoś popełniona kontynuacja Trylogii musiałam się przekonać, cóż to za wymysł. Nie powiem, byłam pełna obaw, czy Andrzej Stojowski podoła zadaniu, które przed sobą postawił i po lekturze muszę przyznać, że nadal mam w tej kwestii mieszane uczucia.

Pamiętajcie, nie zadzierajcie z tą wredną zołzą - recenzja "Siły niższej" Marty Kisiel

Pamiętajcie, nie zadzierajcie z tą wredną zołzą - recenzja "Siły niższej" Marty Kisiel

Po lekturze „Dożywocia” i całkowitym zakochaniu się w Lichu, Konradzie i Krakersie, po prostu musiałam przeczytać „Siłę niższą”. Nie przeżyłabym chyba, gdybym odpuściła sobie tę książkę. W efekcie po raz kolejny wpadłam po uszy i uległam tej magii, którą Ałtorka (taka pisownia jest całkowicie zamierzona, stosowana przez samą Martą Kisiel) potrafiła stworzyć w obu powieściach.
Jak zgubić dobry pomysł - recenzja "Zaginionej dziewczyny" Gillian Flynn

Jak zgubić dobry pomysł - recenzja "Zaginionej dziewczyny" Gillian Flynn

„Zaginioną dziewczynę” kupiłam bodajże na jakiejś promocji albo w chwili kompletnej paniki, która mnie akurat zaćmiła. Było to chyba trochę po tym, jak wyszedł film (książkę mam w okładce filmowej z Benem Affleckiem), więc stwierdziłam, że skoro wszyscy się tak zachwycają i powieścią, i jej ekranizacją, to wypadałoby przeczytać ten „thriller o wartkiej akcji”, jak głosił krótki opis na okładce. Jeśli mam być szczera, to w życiu tak nie żałowałam, że kupiłam jakąkolwiek książkę...
Copyright © 2014 Wiewiórka w okularach , Blogger