W pożyczonym czasie – Anna Szumacher
Chyba czasami każdego nawiedza taka głupia myśl, jakby to było przeżyć własną śmierć. No cóż, to jest pytanie całkowicie retorycznie, wszak nikomu to się jeszcze nie udało. Oprócz przyszłej prawniczki Marii Dee będącej również właścicielką dość zaskakującej magicznej umiejętności.
A kiedy przez kilka godzin z rzędu świat nie próbował Marii wyeliminować i przespała spokojnie całą noc, doszła do wniosku, że chyba nie będzie tak źle. Później kilkakrotnie musiała zrewidować ten pogląd. Tak to jest, gdy pochopnie wybierzesz życie. Trzeba się liczyć z konsekwencjami.
Jeśli chodzi o bohaterów, to pozwolę sobie na użycie truizmu – można o nich powiedzieć sporo dobrego i złego. Nasza główna postać, Maria Dee, to studentka prawa, która za sprawą głupiego wypadu do wróżki odmienia całe życie. I to dosłownie, bo nie dość, że dzięki tej wycieczce Maria zostaje prymuską na studiach, to jeszcze udaje się jej przeżyć własną śmierć... I, jak się okazuje, dziewczyna potrafi wyjść z siebie – dosłownie! Maria jest charakterna, pyskata, umie wykłócić się o swoje i wie, czego chce od życia. A jednocześnie, kiedy trzeba, kombinuje prawem i lewem, jak tu ułatwić sobie swoją podwójną, dość skomplikowaną egzystencję. I jak uciec spod upierdliwej opieki Kindreda, demona, który pomógł jej poradzić ze swoją „śmiercią”, ale jednocześnie przywiązał ją w ten sposób do siebie. Facet do przyjemniaczków nie należy – mało mówi, z niczego się nie tłumaczy, a na dodatek ma tyle tajemnic, że archiwa Pentagonu to przy nim otwarta księga. Domorosły (a raczej piekielno-rosły) szeryf, którego celem przebywania w tym wymiarze jest odsyłanie demonów tam, gdzie ich miejsce – do Limbo. Nie można zapomnieć też o fakcie, że gość ma tendencję do przyciągania do siebie dziwnych postaci – oprócz umiejącej opuszczać swoje ciało Marii w jego otoczeniu pojawia się też pewien archanioł w ciele człowieka, Japończyk, który widzi rzeczy takimi, jaki są naprawdę, no i demoniczna, nastoletnia córeczka... Kompania godna pozazdroszczenia dla naszej prawie(nie)śmiertelniczki.
Więc siedziała z zamkniętymi oczami, starając się wyjść z siebie. Dosłownie, bo metaforycznie zrobiła to już dawno.
Plusem całej książki jest niewątpliwie pomysł wykorzystania lokalnych, amerykańskich legend i historii. Przemycane w ciekawy, interesujący sposób w fabule tego urban fantasy sprawiały, że aż szybciej przewracało się kartki. Pojawia się tu też sporo różnych nawiązań do popkultury, więc polecam uważną lekturę, bo można się pośmiać. Ten humor to niewątpliwa zaleta pióra Anny Szumacher i jej warsztatu. Postaci są wobec siebie złośliwe i pyskate, ale w taki sympatyczny sposób, jak banda starych przyjaciół. Przyznaję, że aż mi się sama gęba śmiała na ich odzywki.
Do myślenia to ty się akurat nadajesz jak baletnica do składania czołgów.
W pożyczonym czasie to książka całkowicie odmienna od Słowodzicielki tej samej autorki, ale równie dobra. Zresztą, moje zachwyty nad tym drugim tytułem możecie przeczytać w recenzji. Pierwszy tom cyklu o Marii Dee to lekkie, łatwe i przyjemne urban fantasy w sam raz do przeczytania w jeden weekend albo nawet wieczór. Jednak końcówka pozostawia czytelnika w takim miejscu, że aż się prosi, by złapać za drugi tom i dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy aspirującej prawniczki i co czeka ją i jej duszę w innym, bardziej demonicznym świecie.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki W pożyczonym czasie Anny Szumacher.
Wykorzystanie lokalnych, amerykańskich legend i historii? To brzmi bardzo ciekawie.
OdpowiedzUsuń