O rany, ależ to szybko minęło! Wczoraj, równiutko, minął rok od chwili, gdy założyłam tego bloga. Naprawdę i szczerze chciałam powiedzieć, że nie sądziłam, że aż tyle on przetrwa. Nastawiałam się na kilka miesięcy, maksymalnie pół roku i przewidywałam, że wena do pisania recenzji i czytania książek mi minie. A tu proszę... Ani się obejrzałam, a równe 12 miesięcy za mną, a ja wciąż mam ochotę pisać i czytać!
Po pierwszych dwóch częściach trylogii Millennium nie trzeba było mnie zachęcać, żebym jak najszybciej sięgnęła po trzeci i ostatni tom tej serii. Ciekawość mnie zżerała od środka, jak autor zakończy całą opowieść i co też spotka głównych bohaterów po cliffhangerze z końca drugiej części (o moich wrażeniach z tej lektury możecie poczytać tu). I już teraz mogę Wam powiedzieć, że nie zawiodłam się nawet w najmniejszym stopniu na zwieńczeniu oryginalnej trylogii!
Wciągnęłam się w book toury – uważam, że to naprawdę świetna zabawa: pozwala zapoznać się z książkami, których pewnie sama bym nie kupiła i nie przeczytała. Co więcej, kiedy książka dociera do mnie po kilku już osobach, poznaję też nowe blogi i nowych blogerów – same plusy, co nie? Gorzej, jeśli trafi się na książkę, która spowoduje niestrawność i ból wątroby, a przeczytanie jej do końca to istne tortury i najbardziej wyszukana męka. Dobra, może trochę przesadziłam, ale tym razem trafiłam na naprawdę złą książkę – Wybrańca autorstwa Magdaleny Marków. Mimo wszystko chciałam podziękować Magicienne z bloga zaczytanawfantastyce, która zorganizowała ten book tour i dzięki której już wiem, jakiej autorki mam na przyszłość unikać.
Jak już wspominałam przy okazji recenzji pierwszego tomu trylogii Millennium, kompletnie nie wiedziałam, o czym jest ta seria. Ale już po przeczytaniu Dziewczyny z tatuażem byłam pewna, że zakochałam się w niej i jest to mój absolutny numer jeden, jeśli chodzi o skandynawskie kryminały. Pióro autora mnie po prostu urzekło, więc postarałam się jak najszybciej przeczytać drugi tom trylogii, a czy i on wywarł na mnie tak samo wielkie wrażenie, możecie przekonać się poniżej. UWAGA – w recenzji mogą pojawić się spoilery z poprzedniej części!
Nie lubię romansów i unikam ich jak diabeł wody święconej. Ale jest jedna autorka w tym gatunku, po którą sięgnę bez wahania – Amerykanka Nora Roberts. Zakochałam się w jej stylu pisania i jej książkach w momencie, kiedy przeczytałam Trylogię Kręgu z wątkami irlandzkimi i celtyckimi, i zostało mi do tej pory. Co prawda rzadko sięgam po stricte romanse jej autorstwa, częściej są to książki z romansem i dodatkiem, np. wątkiem kryminalnym lub fantastycznym, ale jednak miłość to temat przewodni za każdym razem. Dlatego, wiedziona swoją sympatią, musiałam sięgnąć po Kłamcę i po raz kolejny się nie zawiodłam.
Niektóre
serie mają to do siebie, że mimo tego, że nam się podobają, to
jednak nie mamy ochoty do nich wracać ze względu na np. bohaterów.
Nie będę ukrywać, że mam tak z serią Szklany tron –
niby podoba mi się, bo pomysły i fabuła ciekawe, ale bohaterowie
są tak słabo prowadzeni, że do tej pory mam do niej mieszane
uczucia (o czym możecie przekonać się sami tu i tu), a to już drugi tom (w sumie to trzeci, jeśli doliczyć
Zabójczynię). Ale skoro już klamka zapadła, że przeczytam
całość, to zobaczmy, czy Korona w mroku dalej była dla
mnie tylko połowicznym sukcesem.
Każdy z nas zna datę 1. sierpnia 1944 roku i wie, co to jest godzina W. Jedyna taka godzina 17:00 w roku, kiedy cała Warszawa zamiera, oddając hołd powstańcom z roku '44 i ofierze, jaką ponieśli w walce z nazistowskim okupantem. I chociaż historycy od dawna twierdzą, że z punktu militarnego ten ruch nie miał żadnych realnych szans, to wszyscy szanujemy tych nierzadko nastolatków albo młodych dorosłych, którzy chwycili za broń. Ale co by było, gdyby to nie w 1939 roku, a w 2009 nazistowskie Niemcy napadły na Polskę? Jakby wyglądało powstanie w 2014 roku, w dobie smartfonów, laptoptów, Facebooka i Instagrama? Tego tematu podjął się Jakub Pawełek w swojej powieści #WAWskie14. Jeśli jesteście ciekawi, jaką miał wizję, to zapraszam do lektury.
Blogerka, sprzedawca stali, kocia matka, filolog i historyk z zamiłowania. I wielka miłośniczka książek od ponad 20 lat. Zapraszam Was do mojego małego kąta, gdzie poczytacie bardzo subiektywne opinie o książkach.