Nomen omen – Marta Kisiel

Marta Kisiel to autorka, której nieobce są różne gatunki. Od książek typowo fantasy, przez komedię kryminalną, po książki dla dzieci. A najlepiej wszystko razem, wymieszane w jednym garze. I właśnie taką mieszanką wybuchową jest jej Nomen omen.

Recenzja powieści urban fantasy Marty Kisiel "Nomen omen", wyd. Uroboros.

Salomea Klementyna Przygoda ma dość swoich rodziców i brata, więc postanawia spakować manatki i wybyć z rodzinnego domu na stancję do Wrocławia. Mieszkanie znajduje u sióstr Bolesnych – Matyldy i Jagi, pracę w uniwersyteckim sklepie i wreszcie może odetchnąć. Sielanka nie trwa długo, bo w domu w telefonie słychać dziwne głosy, żadne radio nie odbiera sygnału, siostry różnią się jak ogień i woda, a na dodatek do Wrocławia przyjeżdża Adam Przygoda, zwany Niedasiem, czyli brat Salomei. Jakby tego było mało, to w mieście grasuje morderca, który za cel obrał sobie długowłose, drobne blondynki – i pewnie nie byłby to problem, gdyby nie fakt, że rzeczony kryminalista wygląda zupełnie jak młody Przygoda, więc Salka rusza na ratunek bratu... A to ujawni, że nic nie jest takie proste, jak się wydaje, szczególnie w rodzinie Przygodów.

Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.

Pod płaszczykiem lekkiej i przyjemnej lektury Marta Kisiel opowiada historię rodzinną, która porusza do głębi. Snuje opowieść o ciężkich latach wojny i tych po niej, kiedy to Breslau stało się znanym nam dzisiaj Wrocławiem. O tym, do czego potrafi posunąć się człowiek, by zemścić się za śmierć dziecka. I jak bardzo historia potrafi poplątać ludzkie losy i wywołać w duszy wielką traumę. Dla sióstr Bolesnych, które żyły w trakcie wojny w mieście, to co zrobili z nim hitlerowcy, a po wyzwoleniu Polacy, jest ogromną raną w sercu – każdy, kto przejmował Wrocław, odmieniał go i dewastował w imię wyższych idei. Daje to czytelnikowi do myślenia i obala teorię, że świat, który nas otacza, może być i jest czarno-biały.

Z figury Rubens, z fryzury Tycjan, z gęby zaś, wypisz, wymaluj, Picasso.

Po raz pierwszy u Marty Kisiel zdarzyli mi się bohaterowie, których nie polubiłam, a których wprost miałam ochotę podusić z irytacji. Niedaś, czyli brat Salki, to młody student, ale tak głupi i tak irytująco-wkurzający, że regularnie potrafił mnie wytrącić z równowagi. Jedyne, co potrafi, to grać w Warcrafta oraz być wredny i nieznośny wobec siostry i otoczenia, co wynika ze zwykłego braku empatii i pomyślunku. Na tym by się jego charakter kończył. Serio, chłopak to klasyczna pustynia intelektualna, może czasami pod kopułą jedna szara komórka ma dyżur. Rodzice Salomei są niewiele lepsi – matka cały czas wygaduje głupoty o seksie i raczy wszystkich swoimi teoriami, a ojciec to miłośnik literatury romantycznej i inżynierii. O wiele lepiej mi się czytało książkę, gdy nie przewijali się na jej stronach.

[...] z perspektywy czasu i wygodnego fotela nawet największe tragedie i dylematy historii bardzo łatwo się ocenia.

Na szczęście, dla równowagi, tych pozytywnych w moim odczuciu bohaterów było znacznie więcej. Główna postać, czyli Salomea, to pechowa sztuka, która non stop wpada w kłopoty. Z oryginalną urodą i dość ciętym charakterkiem jest osobą, która wywołuje uśmiech na twarzy. Bartek, filolog i doktorant, który ze wzajemnością pała uczuciem do Salki, to ciepły i serdeczny chłopak, nic, tylko do rany przyłóż. Siostry Bolesne różnią się od siebie jak ogień i woda – Matylda to konkretna i bardzo zasadnicza emerytowana profesor łaciny, a Jadwiga to profesor medycyny, wykształcona i bardzo żywiołowa, umiejąca znaleźć wspólny język nawet z Niedasiem i go okiełznać. I jest jeszcze Roy Keane – niebiesko-żółta, duża papuga, lubiąca gadać i wcinać wafelki śmietankowe. Takiego barwnego towarzystwa nie sposób nie polubić.

Świat rzadko kiedy jest czarno-biały, Salko. Odpowiedzialność zwykle rozkłada się na wiele barków. Każda decyzja pociąga za sobą następne, a we wszystkim z zapałem miesza zwykły przypadek.

Nawiązania do polskich romantyków, lekki humor, często ironiczny – to cechy charakterystyczne stylu autorki. Marta Kisiel jak chyba mało który polski autor potrafi się bawić naszym ojczystym językiem i tworzyć tak karkołomne konstrukcje językowe, że aż szczęka opada. Trzeba jej też oddać to, że tworząc postać Niedasia, bardzo zindywidualizowała jego język – mnóstwo wtrąceń z Warcrafta, zrozumiałych tylko dla zapamiętałych graczy, od razu rzuca się w oczy.

Ach, rozumiem... Znaczy nie rozumiem, ale zaczynam się przyzwyczajać.

Nomen omen to drugi tom Cyklu Wrocławskiego, chociaż powiązany z pierwszym tylko poprzez trzy bohaterski. Jeśli nie czytaliście Toń, to nic straconego – możecie śmiało zacząć od tej części, bez problemu połapiecie się w fabule. Opowieść o przygodach Salomei Przygody wywoła na waszych twarzach nie raz i nie dwa szeroki uśmiech i rozbawi wręcz do łez. Bierzcie kocyk, herbatę i czytajcie, bo to czyste dobro.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Nomen omen Marty Kisiel.


Tytuł: Nomen omen

Autor: Marta Kisiel

Cykl: Cykl Wrocławski, tom II

Wydawnictwo: Uroboros

Liczba stron: 336

Data premiery: 05.02.2014

ISBN: 9788328008373
Recenzja powieści urban fantasy Marty Kisiel "Nomen omen", wyd. Uroboros.

Komentarze

  1. Nie czytałam tej książki ale już spotkałam się z jej recenzją. Może to znak, że może mi się spodobać.
    Pozdrawiam i zapraszam do obejrzenia mojego nowego obrazu!^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam twórczości autorki, ale bardzo ciekawie o niej napisałaś 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo miło wspominam tę książkę, choć czytałam ją, gdy Cykl Wrocławski składał się wyłącznie z Nomen Omen. Bohaterowie byli naprawdę sympatyczni i chętnie kiedyś wrócę do tej książki w ramach rereadu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze zainteresujesz pozycją literacką :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz