Starość czeka każdego z nas – recenzja "Bankietu wysuszonych kasztanów" Joanny Stańda

O starości nikt nie lubi myśleć. Poza tym szczerze mówiąc, większość z młodszej części społeczeństwa starość jawi się jako coś tak odległego, że nie warto się tym teraz przejmować i lepiej korzystać z życia, póki można. Niestety, czeka nas ona, czy tego chcemy, czy nie, i to głównie od nas zależy, w jakiej kondycji ją spędzimy. Czy w domu, w dobrym zdrowiu i wśród bliskich, czy w szpitalu, na oddziale geriatrycznym, otoczeni znudzonym i bezdusznym personelem. Tę drugą rzeczywistość przedstawia Joanna Stańda w swojej książce Bankiet wysuszonych kasztanów.

Na szpitalny oddział geriatryczny we wtorek rano trafia pani Kuruc, otyła starsza osoba, posiadająca zaawansowaną cukrzycę. Zasłabła w autobusie, więc pasażerowie wezwali karetkę i tak oto kobieta znalazła się w szpitalu. Z racji tego, że zostaje jako pierwsza umieszczona w sali przeznaczonej dla kilku osób, postanawia zostać gospodynią pokoju. Następnego dnia zostaje dokwaterowana pani Kobel, bardzo żywotna i dobrze wykształcona starsza pani, a także pani Mirela, będąca serdeczną babcią dla swojego jedynego wnuka. W czwartkowy poranek na salę trafia również pani Anastazja, cały czas leżąca kobiecina, która jednak ma maniery arystokratki i wręcz chorobliwie dba o swój wizerunek. Na koniec do pokoju zostaje przydzielona ledwo czterdziestoletnia Anastazja, kobieta sukcesu i prawdziwa bizneswoman, kompletnie nieprzystająca swoim charakterem i doświadczeniem życiowym do reszty lokatorek. Takie zestawienie tworzy iście malowniczą mieszankę bohaterek i charakterów, zatem konflikty są nie do uniknięcia...

Wszyscy milkną w obliczu biedy i słabości ludzkiej.

Opis na okładce sugerował opowieść pełną ciepła i żartobliwych wstawek, ale, szczerze mówiąc, jak jeszcze ciepło tu znalazłam, tak tych żartobliwych czy komediowych wtrętów było tu jak na lekarstwo bądź w ogóle. Wręcz przeciwnie – odniosłam wrażenie, że Bankiet wysuszonych kasztanów to dość smutna historia o samotności, która dopada nas w podeszłym wieku, o trudach tego czasu, gdy trzeba liczyć każdy grosz z emerytury bądź renty, żeby starczyło do przysłowiowego pierwszego, a służba zdrowia to przykra konieczność, która zamiast pomóc, tylko bardziej szkodzi.

Bezmiar pustki i obojętności, otaczający ją dookoła, był ponad jej miarę. Wciąż towarzyszył jej ten irracjonalny lęk, obawa przed życiem, przed następnym dniem, jak zdoła go przetrwać. Strach przed zewnętrznym światem i pogarda z jego strony dla niej dławiły ją nieustannie. To doświadczenie smutku, krzywdy, żalu, a może było już depresji, było paraliżujące, zniewalało i nie pozwalało odnaleźć odrobiny radości, jakże naturalnej osobom młodym.

Szczerze powiem, że Bankiet wysuszonych kasztanów stanowi w mojej opinii 140-stronicowe nagromadzenie absurdów. Wśród starszych pań umieszczonych na oddziale geriatrycznym królują same stereotypy: lekarze się na niczym nie znają, one są biedne i poszkodowane przez życie, przedstawiają sobą postawę roszczeniową wobec młodych i pracowników służby zdrowia. Szpital i jego pracownicy to obraz zacofania i całkowitego braku dofinansowania: w pokoju mieści się jedno jedyne łóżko od WOŚP-u, które jest dostosowane do potrzeb osób starszych; ordynator, zamiast zajmować się pacjentami, to ugania się za młodymi i ładnymi pielęgniarkami; lekarka-asystent na niczym się nie zna i w kółko klepie te same formułki; jedzenie jest paskudne, a jeśli chce się otrzymać lepszą porcję, to należy wręczyć łapówkę kobiecie, która rozwozi posiłki. Natomiast młoda, bo ledwo czterdziestoletnia Anastazja (swoją drogą, dlaczego 40-latkę umieszczono na oddziale geriatrycznym?!) to typowy korposzczur, skupiony tylko na pędzie za kolejnymi taskami i na tym, żeby odnosić jak największe sukcesy w życiu zawodowym, a w ogóle niezwracający uwagi na swoje zdrowie i życie prywatne. I, jak za dotknięciem magicznej różdżki, kobieta po jednym dniu spędzonym z pozostałymi pacjentkami szpitala, postanawia odmienić swoje życie, rzucić pracę i skupić się na sobie, a nie na sukcesie w karierze. Nie kleiło mi się to wszystko w żaden sposób i nie przekonało mnie zupełnie do tej książki, a wręcz przeciwnie.

Na starość wszelka nadzieja staje się już tylko urazą, mniej lub bardziej demonstrowaną. To, co kiedyś wydawało się godne zainteresowania, było przedmiotem marzeń i pożądania, dziś unaocznia niemoc i bezradność starca.

Według mnie istnieje dużo lepszych książek niż Bankiet wysuszonych kasztanów. Jednak, jeśli sami chcecie się przekonać, czy to lektura odpowiednia dla Was, sięgajcie śmiało. Być może do mnie po prostu nie przemawia pióro autorki i jej sposób na opowiedzenie tej historii, ale wierzę z całą mocą, że znajdzie się wielu czytelników, szczególnie fanów literatury obyczajowej, którym przypadnie ta książka do gustu.


Tytuł: Bankiet wysuszonych kasztanów

Autor: Joanna Stańda

Wydawnictwo: Psychoskok

Liczba stron: 144

Rok wydania: 2016


Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


Komentarze

  1. Książka zbytnio mnie nie zaciekawiła, ale może znajdzie swoich czytelników :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po takiej ocenie to ja mówię stanowczy pas. Z pewnością istnieją o wiele lepsze książki, zbliżone tematyką. I raczej wybiorę tamte. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż o starości nikt nie chce czytać, ale gdyby to był taki sam nudny romans to ochów i achów byłoby wiele :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że książka Cię zawiodła, bo już chciałam się za nią zabrać, urzekł mnie tytuł, a i tematyka mocno mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak trzeba tę książkę przeczytać, aby skorzystać z cudzego doświadczenia starości :-)

      Usuń
  5. Okładka jest piękna, a i pomysł na fabułę bardzo ciekawy. Szkoda jednak, że książka okazała się klapą. Jeśli jest napisane, że będzie humor, to ja tego humoru oczekuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. zaufam Twojej opinii, zwłaszcza, że znam podobne książki i też wcale mnie nie zachwycały..

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba jednak nie dam się namówić na tą pozycję. Jedynie okładka jest urocza :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielka szkoda, że tak ważny i potrzebujący oswojenia temat został w książce tak potraktowany. Jak tytuł i okładka mnie zaintrygowały, tak Twoja recenzja przekonała mnie, że raczej nie prędko po nią sięgnę...
    Pozdrawiam! włóczykijka z Imponderabiliów literackich

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż,starość raczej nie należy do wesołych,lekkich i przyjemnych tematów...Piszę to z perspektywy osoby,która w ciągu tego roku straciła swoje dwie bardzo bliskie osoby w podeszłym wieku - dlatego salw śmiechu się po takich lekturach nie spodziewam.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza