Przeklęty skarb i jego czterej zdobywcy – recenzja "Znaku czterech" Arthura Conana Doyle'a

Po lekturze Studium w szkarłacie byłam zafascynowana dalszymi losami znanego wszystkim angielskiego detektywa. Dlatego też niedługo czekał na mojej półce kolejny tom, czyli Znak czterech opowiadający o następnym, porywającym śledztwie prowadzonym przez Sherlocka Holmesa i jego przyjaciela, doktora Watsona.

Do znanego już w całym Londynie detektywa przyjeżdża młoda kobieta, Mary Morstan, która od chwili śmierci ojca, raz do roku, tego samego dnia, otrzymuje w tajemniczej przesyłce perłę. Zafascynowany tym sekretem Sherlock Holmes podejmuje się przeprowadzenia śledztwa, by odkryć, kto stoi za tymi przesyłkami. Ślady prowadzą go do hinduskiego, zaginionego skarbu i równie tajemniczego, jak paczki, napisu „znak czterech”.

Wyjątek wyklucza regułę.

Nie chcę pisać nic więcej o fabule tej powieści, ponieważ cokolwiek więcej zdradzę, będzie ogromnym spojlerem. Muszę stwierdzić jedno – Znak czterech jest o wiele bardziej porywający niż Studium w szkarłacie. Wciągnęła mnie dużo mocniej, wprost nie mogłam się od niej oderwać i przez strony niemal płynęłam. Brakowało w niej może odrobinę napięcia, ale i tak będę obstawać, że była lepsza niż pierwszy tom przygód słynnego detektywa z Baker Street.

[...] aczkolwiek indywidualna osoba jest nierozwiązywalną zagadką, to ludzie razem stają się matematycznym pewnikiem.

Podobało mi się również to, że Doyle osadza swoje historie w czasach, które de facto zna. Akcja powieści dzieje się w roku 1888, wydarzenia z niej nawiązują też do 1857 roku, a sama książka została wydana w 1890 roku – wszystko jest zatem czasowo do siebie zbliżone. Nawiązanie do wydarzeń z powstania sipajów w 1857 roku wprowadziło ciekawy wątek historyczny, a nie ukrywam, że jestem ogromną fanką takich dodatków.

Ileż razy mówiłem ci, że skoro wyeliminujesz rzeczy niemożliwe, to to, co pozostanie, chociaż nieprawdopodobne, musi być prawdą?

W tej części poznajemy kolejnego bohatera, a właściwie bohaterkę, która będzie miała wpływ na dalsze losy do tej pory nieomal nierozłącznych przyjaciół. Panna Mary Morstan to łagodna i ciepła osoba, która już przy pierwszym spotkaniu wywarła olbrzymie wrażenie na doktorze Watsonie. Na tyle duże, że w niedługim czasie po rozwiązaniu sprawy, zostanie jego żoną. Natomiast sam Sherlock Holmes nabiera nieco bardziej ludzkiego rysu charakteru i okazuje się człowiekiem jak wszyscy dookoła, a nie tylko bezwzględną maszyną do rozwiązywania zagadek kryminalnych. Ten tom otwiera i zamyka scena, w której widzimy słynnego detektywa aplikującego sobie kokainę. Tłumaczy to tym, że gdy nie ma żadnej sprawy do rozwiązania, musi w jakiś sposób pobudzać swój mózg, żeby ten nie wyszedł z wprawy. Na dodatek miałam wrażenie, że gdy Watson zakochiwał się w Mary Morstan, na drugim biegunie postawiono osamotnionego Holmesa, którego ta samotność dopiero dopadła. Takie pogłębienie charakteru głównej postaci to coś, co zawsze doceniam i cieszy mnie to, że z detektywa nie zrobiono płaskiej, papierowej i nieulegającej rozwojowi lalki.

Zbrodnia jest banałem, całe nasze życie jest banałem i nic innego nie rządzi światem jak banał.

Jeśli już zdecydujecie się zacząć swoją przygodę z Sherlockiem Holmesem, to gwarantuję Wam, że z tomu na tom będzie coraz lepiej i ciekawiej. Przede mną teraz zbiór opowiadań o angielskim detektywie, zobaczymy, czy będzie równie dobry, jak obie powieści, które już przeczytałam. Znak czterech w każdym razie serdecznie Wam polecam, dodając, żeby jednak zacząć lekturę od Studium w szkarłacie.


Tytuł: Znak czterech

Autor: Arthur Conan Doyle

Cykl: Sherlock Holmes, tom II

Wydawnictwo: Dragon

Liczba stron: 160

Rok wydania: 2019


Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


Komentarze

  1. Mogłabym na okrągło czytać i czytać, skończyć serię i zacząć od nowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja "Znak czterech" akurat dosyć słabo pamiętam, ale wiem, że całą serię czytałam z wypiekami na twarzy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ano, ja za kryminałami nie przepadam, ale jestem wielkim fanem Sherlocka Holmesa. Mój faworyt to zdecydowanie "Pies Baskervillów", chociaż "Znak Czterech" wiele mu nie ustępuje. Jeśli chodzi o sir Arthura Doyle'a, to warto też rzucić okiem na jego mniej znane powieści - np. "Świat zaginiony".

    OdpowiedzUsuń
  4. Holmes mnie jakoś nie kręci, no może poza filmami, ale to zupełnie inna bajka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś na starość poczytam tego holmsa

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza