Człek winien cieszyć się tym, co ma i dziękować za to bogom. Choć niedobrze też jest, gdy mąż osiada w miejscu jako kamień i obrasta mchem, przyzwyczaja się do tego, co jest mu znane i nie szuka innych dróg.
Znacie to uczucie, kiedy sięgacie
wreszcie po jakąś książkę ze swojego księgozbioru i aż
podskakujecie z radości, że możecie ją przeczytać, bo leżała
już tam od niepamiętnych czasów? Też je znam. Miałam tak z Z
zimną krwią Roberta Forysia od
Fabryki Słów. I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy weszłam na
swoje konto na Goodreads, a potem na Lubimy Czytać i zobaczyłam, że
tę książkę czytałam już trzy lata temu. No, dałabym się
pokroić, że nie miałam jej ani razu w rękach, a tu taka
niespodzianka! A najlepsze było to, że do samego końca, nie mogłam
sobie przypomnieć, co się działo w trakcie fabuły...
Blogerka, sprzedawca stali, kocia matka, filolog i historyk z zamiłowania. I wielka miłośniczka książek od ponad 20 lat. Zapraszam Was do mojego małego kąta, gdzie poczytacie bardzo subiektywne opinie o książkach.