Stalowe skrzydła - Angelika Grajek

Lubię sięgać po młodych autorów, śledzić ich twórczość i dopingować. Motywowana takimi pobudkami zdecydowałam się przeczytać Stalowe skrzydła Angeliki Grajek. Skusił mnie też centaur jako jeden z głównych bohaterów i obiecany steampunkowy klimat. Jak się okazało: obietnice jedno, a rzeczywistość drugie.

Stalowe skrzydła - Angelika Grajek

Trafiamy do ponurej rezydencji Ynys Grug, gdzie wychowuje się hrabianka Edlynne Valeris. Młoda dziewczyna, stłamszona przez ojca stosującego przemoc fizyczną i psychiczną, nie potrafi mu się przeciwstawić ani wyrwać się z tego horroru, jakim jest jej rodzinny dom. Jedynym promykiem dla niej jest centaur zniewolony przez hrabiego Valerisa, Karhu, który żyje w stajni i zaprzyjaźnia się z młodą hrabianką, by potem pomóc wyrwać jej się z matni.

Ponoć w przemierzających nieboskłon chmurach można dostrzec lustrzane odbicie przemijającego czasu. Zaginające się pod nieuchronną siłą przeznaczenia sekundy. To, jak wraz z najlżejszym podmuchem wiatru znika wszystko, co było znane, i nie istnieje droga powrotu. Trzeba iść naprzód, nie patrząc za siebie, nawet jeśli obrana ścieżka jest poznaczona ostrymi cierniami.

Ten tom to dla mnie jeden wielki prolog z motywem drogi. Pierwsze pół książki to ciągłe kręcenie się w kółko po rezydencji i obserwowanie, jak ojciec znęca się nad Edlynne lub jak katuje Karhu. Problemem tej części historii było to, że nic z niej tak naprawdę nie wynikało, ba, sceny przemocy były dla mnie tak nijakie, tak wyzute z wszelkich emocji, że nie bardzo mnie obchodziło, co stanie się z Karhu albo samą hrabianką. Tak samo Edlynne – stłamszona, wiecznie przerażona i nieustannie samobiczująca się za śmierć brata. Cały czas odnosiłam wrażenie, że jej emocje są bardzo powierzchowne, brakowało mi w nich głębi. Może gdyby bardziej podkreślić, że hrabia Valeris robi coś złego, że Edlynne bardziej to przeżywa, wówczas mocniej zżyłabym się z bohaterami i im kibicowałam.

Ludzie zawsze niszczą to, czego nie mogą mieć.

Druga połowa tej historii to droga z rezydencji do stolicy, Labelie, okraszona przygodami. Oczywiście, wszystkie w imię zasady deus ex machina kończą się dobrze dla Edlynne i Karhu, chociaż czasami bohaterom zdarzają się małe potknięcia. Brakowało mi bardziej rozbudowanego przedstawienia świata, w którym obracają się postaci, jak również tego steampunkowego klimatu. Wspomniano tylko, że Karhu lubił składać drobne mechanizmy ze znalezionego w domu złomu i to by było na tyle. Ogromna szkoda, bo książek w tym klimacie nie mamy na polskim rynku zbyt dużo, więc byłaby to wielka zaleta tego tytułu. Na sam koniec znikąd pojawia się wątek jakiejś rewolucji gwahanol, czyli magicznych istot zamieszkujących tę krainę, przeciwko ludziom, którzy próbują ich stłamsić i wytępić. Jeśli już Angelika Grajek chciała wprowadzić konflikt na tle rasowym, to powinna zrobić to dużo wcześniej, a nie na ostatnich stu stronach. Co prawda sugeruje to powstanie kolejnego tomu, ale jak dla mnie było to za późno i nie pozwoliło się temu motywowi odpowiednio rozwinąć.

Lepsze złudne nadzieje niż życie pozbawione ich blasku.

Wszystko to mogło być efektem zbyt wydumanego moim zdaniem stylu autorki. Rozbudowane, poetyckie porównania nie ułatwiały lektury. Na dodatek Angelika Grajek ma tendencję do powtarzania mnóstwo razy jednej i tej samej informacji. Po entym razie czytelnik naprawdę ma zakodowane, że Edlynne ma szare włosy, szare oczy i ubiera się w stonowane kolory. Dochodzą do tego także bardzo dokładne opisy strojów hrabianki, które absolutnie niczego nie wnoszą do fabuły książki. W przyszłości dobrze by było to ograniczyć, a skupić się bardziej na opisie świata przedstawionego, żeby czytelnik bardziej wsiąknął w klimat książki.

Miłości, zwłaszcza tej, która wynika z więzów krwi, daleko do logiki. Nie istnieją prawa, którym mogłaby podlegać. Jest bezwarunkowa i dlatego tak bolesna. Jest w niej zakodowana ufność, która nie ma końca, jak ocean bez dna i bezkresne nocne niebo. I choć bywa trująca i wyniszczająca, nie istnieje nikt, kto zdołałby ją przerwać.

Moim zdaniem Stalowe skrzydła to young adult, ledwo muśnięte steampunkowym klimatem. Dla starszego czytelnika raczej nie będzie to odpowiednia lektura, bo brakuje jej choćby rozwinięcia świata przedstawionego, ale młodszym powinna się spodobać. Na plus mogę policzyć odwołania do irlandzkiej mitologii, co było interesującym posunięciem, ale to niestety za mało, żebym postawiła tej książce wysoką ocenę.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Stalowe skrzydła Angeliki Grajek.


Dwa i pół żołędzia na pięć
Tytuł: Stalowe skrzydła

Autor: Angelika Grajek

Wydawnictwo: Mięta

Liczba stron: 384

Data premiery: 21.01.2026

ISBN: 9788368608168
Stalowe skrzydła - Angelika Grajek

Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem Mięta.

Recenzja powstała w ramach wyzwania:
polska fantastyka fajna jest

Komentarze